Siedzisz w wielkim pustym domu na kanapie w salonie
oglądając zdjęcia twoje i Louisa,zresztą tak jak codziennie od pół-tora roku.Od wypadku w którym zginął ciągle nie możesz się z tym pogodzić,próbujesz zapomnieć lecz nie możesz.Byliście ze sobą tak długo i nagle ta wasza kłótnia.Żałujesz tego,ponieważ to twoja wina.Kłóciliście się o błahostkę-nie chciałaś się z nim kochać od paru już tygodni z resztą.Chciałaś mu to powiedzieć to że byłaś z nim w ciąży .Po całej tej awanturze wyszedł z domu przejeżdżał przez tory...jedyny problem w tym że się nie obejrzał.Przez pół roku po wypadku nie mogłaś dojść do siebie,ale przyrzekłaś sobie jednak że nigdy nie zapomnisz słów którye powiedział ci na początku waszego związku:
"Wiedz że jeśli odejdę,zawsze będziesz w moim sercu.
Będę twym aniołem stróżem"
Do dziś chodzisz na cmentarz co dnia żeby chociaż spróbować z nim porozmawiać,chociaż spróbować.Tak wygląda twoje życie,lecz zawsze gdy kładziesz się żeby usnąć czujesz lekki jakby pocałunek na policzku i słowa:
"Kocham cię"
Mam nadzieję że fajny za 10 kom. dodam następnego tym razem częściowego. ;)
ja juz twoje czytam sa zajepiszcze ;) :*
OdpowiedzUsuń